Kultura organizacyjna

Kryzys kompetencji. Studenci czytają jak 10-latki?

Marta Wojewnik
Spis treści

21% studentów czyta na poziomie 10-latka. Kryzys kompetencji na uczelniach i w biznesie

Średnio 8-9% studentów uczelni wyższych na świecie posiada umiejętności czytania ze zrozumieniem i matematyki na poziomie dziecka ze szkoły podstawowej. W Polsce wskaźnik ten osiąga zatrważające 21%. Jako wykładowca akademicki i doradca zarządów muszę zapytać wprost: jak zamierzamy budować innowacyjną gospodarkę z ludźmi, którzy mają trudność z przetwarzaniem złożonych informacji i analizą danych?

Dane opublikowane przez magazyn The Economist (na podstawie badań OECD obejmujących 160 tysięcy respondentów z 38 krajów) przynoszą alarmujący wniosek: Polska stała się liderem negatywnego zestawienia dotyczącego umiejętności czytania ze zrozumieniem u studentów pierwszych lat. Aż 1/5 młodych ludzi trafiających na polskie uczelnie wyższe analizuje tekst na poziomie dziecka ze szkoły podstawowej.

Dla porównania: w Niemczech i Francji wskaźnik ten kształtuje się poniżej 5%, w Estonii wynosi mniej niż 2%, a średnia dla całego obszaru OECD to 8%. Te dane pokazują głęboki kryzys kompetencji, który z sali wykładowej błyskawicznie przenosi się na rynek pracy. Jako wykładowca pracujący ze słuchaczami oraz doradca angażujący się w procesy wewnątrz organizacji, widzę bezpośrednie przełożenie tych statystyk na codzienną rzeczywistość biznesową.


Jak powszechny jest kryzys kompetencji? Dane z badania PIAAC (OECD)

Omawiane statystyki pochodzą z flagowego międzynarodowego badania OECD o nazwie PIAAC (Programme for the International Assessment of Adult Competencies), znanego w Polsce jako Badanie Umiejętności Dorosłych. To, co czyni te wyniki tak niepokojącymi, to fakt, że nie była to ankieta deklaratywna (w której student mógłby po prostu zaznaczyć, że „dobrze czyta”), lecz praktyczny test kompetencji rozwiązywany w czasie rzeczywistym.

Metodologia badania PIAAC – dlaczego te wyniki są bezdyskusyjne?

  1. Rejestrowana próba i wizyty domowe (Face-to-Face): Przeszkoleni ankieterzy odwiedzali respondentów bezpośrednio w ich domach. Badanie obejmowało losowo wybraną, reprezentatywną próbę mieszkańców w wieku 16-65 lat z gospodarstw domowych. Analitycy The Economist wyselekcjonowali z tej ogólnej bazy osoby w wieku poniżej 35 lat, które w momencie badania miały status studenta.
  2. Dwuetapowy przebieg spotkania:
    • Kwestionariusz tła (wywiad społeczno-demograficzny): Ankieter zbierał dane na temat wieku, aktualnego kierunku i etapu studiów, wykształcenia rodziców, statusu materialnego oraz częstotliwości korzystania z technologii czy czytania książek na co dzień.
    • Test umiejętności: Respondent otrzymywał komputer lub tablet (lub papierowy arkusz, jeśli nie potrafił obsłużyć urządzenia) i samodzielnie rozwiązywał zestaw zadań.
  3. Test adaptacyjny (Computer Adaptive Testing): System na bieżąco analizował poprawność odpowiedzi. Jeśli respondent radził sobie dobrze, poziom trudności pytań rósł. Jeśli popełniał błędy przy prostych pytaniach, system schodził na niższe poziomy (aż do poziomu szkoły podstawowej), aby precyzyjnie ustalić granicę jego możliwości poznawczych. To właśnie dzięki tej metodzie precyzyjnie wyznaczono granicę umiejętności odpowiadającą poziomowi 10-letniego dziecka.
  4. Praktyczny charakter zadań (tzw. alfabetyzm funkcjonalny): Testy w badaniu PIAAC nie sprawdzały wiedzy akademickiej czy pamięciowej, lecz zdolność funkcjonowania w nowoczesnym społeczeństwie. Zadania z czytania ze zrozumieniem polegały m.in. na odnalezieniu i zinterpretowaniu informacji w długim tekście prasowym, przeanalizowaniu ulotki dołączonej do leku i ustaleniu prawidłowego dawkowania dla dziecka na podstawie tabeli czy ocenie spójności i wiarygodności argumentów.

Osoby, które trafiły do grupy „na poziomie 10-latka”, miały problem z poprawnym wykonaniem zadań polegających na czymś więcej niż odnalezienie jednego, dosłownego słowa w krótkim i prostym akapicie.


Świat uczelni wyższych: Fikcja dyplomu czy potrzeba zmian systemowych?

Jak to się dzieje, że problem funkcjonalnego analfabetyzmu dotyczy aż 20% naszych studentów – ludzi, którzy przecież pomyślnie przeszli egzamin maturalny i proces rekrutacji na studia? To zbyt duża skala, by zrzucić ją na karb sporadycznych błędów egzaminacyjnych. To oznacza, że jako system społeczny i edukacyjny po prostu zaakceptowaliśmy stan, w którym masowość wykształcenia wyparła jego jakość.

Stoimy dziś przed pilną koniecznością mądrych inwestycji i zmian systemowych w podejściu do rozwoju dzieci i młodzieży – od najmłodszych lat, budując nawyki krytycznego myślenia. Potrzebujemy jednak także dojrzałej, merytorycznej dyskusji o tym, czego wymaga polskie szkolnictwo wyższe, aby znowu znaczyć znacznie więcej na akademickiej mapie świata.

Polskie uczelnie w rankingach światowych (QS, ARWU, THE)

Spójrzmy na pozycję polskich uczelni bez emocji i przez pryzmat twardych danych. Na świecie istnieje ponad 30 000 szkół wyższych. Nasi liderzy – głównie Uniwersytet Warszawski oraz Uniwersytet Jagielloński – stabilnie mieszczą się w top 2-3% najlepszych uczelni globu. Miejsce w światowych zestawieniach zależy jednak silnie od kryteriów oceny konkretnego rankingu:

Pozycja wiodących polskich uczelni w międzynarodowych rankingach akademickich
Uczelnia QS World University Rankings Lista Szanghajska (ARWU) Times Higher Education (THE)
Uniwersytet Warszawski (UW) 258. miejsce miejsca 401-500 miejsca 601-800
Uniwersytet Jagielloński (UJ) 304. miejsce miejsca 501-600 miejsca 501-600
Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu > 1000 miejsca 801-900 miejsca 501-600
AGH w Krakowie miejsca 801-1000 miejsca 801-900 miejsca 1001-1200
Politechnika Warszawska miejsca 801-1000 miejsca 901-1000 miejsca 1001-1200

Skąd biorą się tak duże różnice w miejscach? Każdy z tzw. „wielkiej trójki” światowych rankingów kładzie nacisk na zupełnie inne kryteria:

  • QS Ranking: Najbardziej łaskawy dla polskich uczelni, ponieważ bardzo dużą wagę przypisuje reputacji akademickiej, opinii pracodawców oraz wskaźnikom umiędzynarodowienia.
  • Lista Szanghajska (ARWU): Skupia się bezkompromisowo na twardych osiągnięciach naukowych – kluczowa jest liczba publikacji w prestiżowych czasopismach (Nature, Science), liczba najczęściej cytowanych naukowców oraz laureaci Nagrody Nobla czy Medalu Fieldsa.
  • Times Higher Education (THE): Ocenia i precyzyjnie bilansuje jakość dydaktyki, środowisko badawcze, cytowalność oraz transfer wiedzy do przemysłu.

W skrócie: absolutna czołówka w Polsce (UW i UJ) to poziom 250.-500. miejsca na świecie, a kolejne wiodące polskie uczelnie techniczne, medyczne czy uniwersytety przymiotnikowe plasują się zazwyczaj w przedziałach 500-1000. Choć obecność w czołowych 3% globu jest solidną podstawą, to jeśli chcemy awansować do ścisłej światowej czołówki i zlikwidować kryzys kompetencji u progu studiów, sam dyplom musi znowu stać się potwierdzeniem twardych umiejętności, a nie tylko formalnym zaświadczeniem o obecności.


Wyzwanie dla biznesu: Dług kompetencyjny wchodzi do organizacji

Spadek umiejętności analitycznych u absolwentów to nie jest wyłącznie zmartwienie rektorów. To potężne, ciche zagrożenie dla każdego pracodawcy. Na rynek pracy wchodzą ludzie mający realny problem z wyciąganiem wniosków z pracy na dokumentach, łączeniem faktów i rozumieniem złożonego kontekstu biznesowego.

Dla zarządów i działów HR oznacza to gigantyczne komplikacje operacyjne:

  • Wydłużony onboarding i wyższe koszty: Organizacje muszą poświęcać znaczne zasoby na uczenie podstawowych nawyków analitycznych, które powinny być opanowane na etapie szkoły średniej.
  • Paraliż procesów rozwojowych: Trudno wdrażać zawiłe procedury czy systemowe zarządzanie zmianą w firmie, gdy pracownicy gubią się w gęstwinie instrukcji.
  • Narastający dług organizacyjny: Młodzi ludzie awansujący bez mocnych fundamentów logicznych zasilają kadry menedżerskie, co błyskawicznie generuje dług menedżerski i luki kompetencyjne w całej strukturze.

Trudno budować kulturę innowacyjności i podejmowania skalkulowanego ryzyka, kiedy zespół nie potrafi rzetelnie ocenić danych. W efekcie cierpi na tym zdolność całego społeczeństwa do podejmowania samodzielnych, racjonalnych decyzji w oparciu o fakty. Kryzys kompetencji to konkretny koszt.


Inspirujące przykłady: Minneapolis i systemowa lekcja z Estonii

Eksperyment w Minneapolis: Kartka, ołówek i powrót do skupienia

Interesujący przykład przywołuje wspomniana publikacja z The Economist. W jednej z klas w Minneapolis nauczyciel wykładowca wprowadził całkowity zakaz korzystania z telefonów i laptopów, mobilizując uczniów do pracy wyłącznie przy użyciu kartki i ołówka. Efekty przełożyły się bezpośrednio na wskaźniki:

  • We wrześniu, na początku roku szkolnego, zaledwie 46% uczniów czuło się pewnie ze swoimi umiejętnościami czytania.
  • W lutym, zaledwie kilka miesięcy po odcięciu cyfrowych rozpraszaczy, odsetek ten wzrósł aż do 95%.

Czy to oznacza, że musimy wrócić do liczydeł i zrezygnować z technologii? Bezwzględnie nie. Jednak jako wykładowca uważam, że musimy przestać traktować ekrany jako bezrefleksyjny zamiennik myślenia. Technologia ma być dźwignią intellectu, a nie protezą zwalniającą z mózgowego wysiłku.

Lekcja z Estonii: Jak budować system, w którym problem znika?

Można by ulec pokusie wytłumaczenia polskiego wyniku wysokim odsetkiem osób z wyższym wykształceniem (ok. 50% w grupie wiekowej 25–34 lata, podobnie jak w USA czy Izraelu). Jednak przykład Estonii całkowicie obala tę tezę. Estonia ma zbliżony wskaźnik wysycenia dyplomami, a jednocześnie dysponuje jednym z najlepszych systemów edukacji na świecie, gdzie odsetek studentów czytających jak 10-latki wynosi poniżej 2%.

Co takiego robi Estonia na poziomie szkoły podstawowej, z czego powinniśmy czerpać inspirację?

  1. Jednolita szkoła i brak wczesnej selekcji: Dzieci od 7. do 16. roku życia uczą się razem (põhikool). Edukacja jest darmowa i wyrównuje szanse społeczne, unikając sztucznego dzielenia na klasy „lepsze” i „gorsze” w wieku 11 lat.
  2. Ogromna autonomia i prestiż nauczyciela: Państwo ustala ramowy program, ale nauczyciel (wymagane wykształcenie magisterskie) ma pełną swobodę w doborze metod. Zawód ten cieszy się wysokim zaufaniem społecznym.
  3. Nacisk na krytyczne czytanie (functional literacy): Program koncentruje się na szukaniu zależności w tekście, ocenie wiarygodności źródeł oraz przekładaniu wiedzy logicznej na realne sytuacje życiowe.
  4. Mądra cyfryzacja: Technologia i sztuczna inteligencja są narzędziem do rozwiązywania problemów, a nie drogą na skróty. Szkoły rzetelnie dbają o zachowanie równowagi między kodowaniem a czytaniem książek i pisaniem ręcznym.
  5. Ukierunkowana edukacja przedszkolna: Ponad 94% dzieci uczęszcza do przedszkoli rozwijających dojrzałość emocjonalną i społeczną, dzięki czemu poziom startowy w 1. klasie jest niezwykle wyrównany.

Teoria vs. Praktyka: Czego współczesny wykładowca potrzebuje uczyć liderów?

Doświadczenia estońskie pokazują, że wysoki poziom kompetencji analitycznych całego społeczeństwa jest możliwy do osiągnięcia – wymaga jednak odwagi do zmiany podejścia. W sali wykładowej na programach MBA czy podczas warsztatów z wyższą kadrą menedżerską obserwuję dokładnie tę samą potrzebę.

Jako profesjonalny wykładowca i praktyk biznesu wiem, że edukacja – zarówno ta uniwersytecka, jak i wewnątrzfirmowa – musi odejść od odklejonej od rzeczywistości teorii na rzecz wykształcenia nawyku krytycznego myślenia. Nie chodzi o to, by zasypać słuchaczy setką slajdów. Chodzi o to, by stworzyć warunki do głębokiego rezonansu, nauki pracy na danych oraz precyzyjnego wyznaczania celów biznesowych.

Biznes i edukacja potrzebują dziś dojrzałego partnerstwa. Przymykanie oczu na brak podstawowych kompetencji u progu kariery wygeneruje koszty, które wcześniej czy później odczujemy wszyscy w bilansach naszych firm. Czas przestać udawać, że problemu nie ma – i zacząć wdrażać sprawdzone wzorce, które mamy dosłownie za miedzą.


Szukasz wykładowcy lub prelegenta, który wniesie praktykę biznesową do Twojej organizacji?

Jako wykładowca akademicki, doradca zarządów i był członek organów zarządczych nie uznaję teoretyzowania ani drogi na skróty. Zarówno na sali wykładowej, jak i podczas zamkniętych warsztatów strategicznych z kadrą zarządzającą, tworzę środowisko, które wymaga od uczestników krytycznego myślenia, rzetelnej analizy danych i odwagi do podważania schematów.

Jeśli reprezentujesz uczelnię wyższą, organizujesz program rozwojowy dla kadry zarządzającej lub szukasz eksperta, który potrafi połączyć akademicki rygor z wymagającą rzeczywistością biznesową – napisz do mnie. Zapraszam do rozmowy o tym, jak możemy wspólnie zbudować program rozwojowy, który przynosi realne, mierzalne nawyki przywódcze i podnosi jakość zarządzania w Twoim środowisku. Kryzys kompetencji, dług menedżerski, wyzwania komunikacyjne – z tym można pracować  – efektywnie,

Źródło danych: The Economist (25.06.2026), Students are doing worse than you think. Some at college or university are testing no better than ten-year-olds.